Najważniejsze jednak, by obie strony ze sposobem rozwiązania sytuacji się zgadzały. Skutki masturbacji w małżeństwie. Zbyt częsty onanizm może psuć relacje małżeńskie i wywoływać poczucie winy. Masturbacja często przebiega w toku fantazji niedotyczących żony czy męża. Przez to można mieć wyrzuty z powodu tzw. niewierności Historia sztuki ( niem. Kunstgeschichte, ang. art history [1]) – dyscyplina nauk humanistycznych [2], której przedmiotem poznania są sztuki wizualne w ujęciu historycznym [3]; działami historii sztuki są historia architektury, historia malarstwa, historia rzeźby oraz historia sztuki użytkowej (sztuki stosowanej) [3]. Związek z psychopatą zagwarantuje z jego strony brak empatii dla partnerki i otoczenia, bo on w sposób uboższy, niż u innych, odczuwa i wyraża emocje. Zachowuje się jak twardy głaz, co Po prostu błagałeś ją swoim dopytywaniem o odrobinę uczuć, więc ona pocisnęła Ci jakieś ściemy dla podtrzymania Twoich nadziei.”. W tym artykule dowiesz się, czy można naprawić brak chemii na początku związku. Co najważniejsze, odkryjesz jak nie zostać tymczasowym statystą związkowym, który jest dla dziewczyny jedynie Atrakcyjność w związku - Netkobiety.pl Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy Zarejestrowany: 2013-03-08. Posty: 2. Temat: Brak poczucia stabilizacji, oparcia i bezpieczeństwa w związku. Cześć, Mam poważny (w moim mniemaniu) problem i potrzebuje Waszej porady. Będę wdzięczna za każde słowo. Nawet nie wiem od czego zacząć, bo wątków w całej tej historii jest kilka. Postaram się znaleźć jakiś początek i Bez względu na sposób definiowania – czy poprzez popęd jako pewien brak, czy jako okazywanie sublimowanych skłonności seksualnych – pragnienie rzekomo zawsze miałoby się znajdować w samym jądrze seksualności. 2) Gdy mowa jest o związku seksualności i polityki, pierwszeństwo mają de facto reprodukcyjne formy seksualności Do nich można zaliczyć bezpośrednie pytania (w formie samooceny ogólnej SS) oraz kwestionariusze. Jak zauważają badacze tej problematyki, satysfakcja seksualna jest oceniana na podstawie wielu różnych narzędzi, z których tylko nieliczne oparte są na satysfakcjonującej teoretycznej konceptualizacji. Pomiary dotyczyły oceny ogólnych I w końcu, brak seksu w dużej mierze wpływa na samopoczucie i zadowolenie ze związku. Kiedy jedna ze stron jest niespełniona, rodzi się żal, złość, a czasem wręcz agresja. Dłuższa abstynencja może być przyczyną chorób psychosomatycznych i psychicznych, np. depresji i zaburzenia poczucia własnej wartości. Granice niezależności w związku. - Netkobiety.pl Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy 1Rg8. Nie zgodzę się z tym, bo w życiu są sytuacje różne. Ja miałam bardzo podobnie. Tylko, że żyłam w celibacie (w związku) ponad 8 lat. Zaczęło się od wielkiego zakochania, niby z obu stron (dlaczego niby to później się wyjaśni). Ale już na początku dostałam komunikat, że on seksu niet - bo ponoć nie lubi - więc nie będzie "włóż-wyjmij". Może być minetka, lodzik też raczej nie, bo go nie interesuje. Byłam młoda, głupia, zgodziłam się na coś takiego, bo byłam zakochana i uznałam, że seks aż tak ważny nie jest. Przez pierwszy rok było dobrze, a potem koniec - jeśli ja czegoś nie zainicjowałam, to niczego nie było. Nawet przytulania, całowania, nie mówiąc o czymś więcej. Przez kilka lat tak żyłam, zabiłam w sobie jakiekolwiek pragnienie seksu (o zdradzie nawet nie pomyślałam). Potem było mi coraz ciężej, bo ja jednak go pragnęłam bardzo, zawsze byłam też istotą seksualną, a tutaj klops... były rozmowy, próby zrozumienia w czym rzecz, co on lubi, czego potrzebuje, próbowałam mówić, czego ja potrzebuję, że nie do końca jestem szczęśliwa. Nie pomagało. Niby wykazywał zrozumienie, niby mówił, czego pragnie, ale nie szły za tym żadne czyny. W końcu, w wieku lat trzydziestu stwierdziłam, że tracę życie. Że mieszkam ze współlokatorem, przyjacielem - owszem, super przyjacielem, ale przecież z przyjacielem nie muszę się wiązać do końca życia i nie muszę żyć przez to w celibacie. Zaproponowałam, że poszukam seksu poza związkiem. Zgodził się. Ja sądziłam, że to z takiej wielkiej miłości, w końcu ja też go bardzo kochałam. A potem wyszło wszystko na właściwie nigdy mnie nie pożądał, że zdecydował się na bycie ze mną, bo byłam taka opiekuńcza i się nim zajmowałam, gotowałam, prałam, sprzątałam, byłam dobrą przyjaciółką. Ale to nie wszystko: okazało się jeszcze, że mnie zdradzał. Czyli to nie było tak, że nie lubił seksu, po prostu nie lubił seksu ze mną, bo go nie pociągałam. Wiem też, że z obecną partnerką seks lubi i jakoś nie ma problemu. Podsumowując: ja byłam KKZB, on szukał opiekunki i świetnie trafił. A ja się męczyłam bez seksu ponad 8 lat. Na swój sposób mnie kochał - jak siostrę, jak przyjaciółkę. Ale nie tego chcę od partnera. A potem trafiłam z deszczu pod rynnę, czyli świetny seks, ale za to z psychopatą Teraz dążę do równowagi. I wiem, że to jest możliwe. Tylko nic na siłę - to raz. A dwa - nie jest tak, że znajdziesz się odpowiedniego partnera za pierwszym czy drugim, czy nawet trzecim razem. Może nawet nie za dziesiątym Wiem też, że seks jest bardzo ważny. Dla mnie jest ważny na równi z zaufaniem, szacunkiem, miłością. Wiem, czego chcę. Znam swoje mocne strony, ale poznałam też dzięki dwóm ostatnim związkom swoje słabości. Wiem już też, że moje pragnienia i potrzeby (nie tylko seksualne) są ważne. I że tylko ode mnie będzie zależało moje życie. Że czasem trzeba dokonać bolesnej zmiany, żeby pójść tego pierwszego związku, o którym pisałam, też byłam w pewien sposób uzależniona. Bałam się, że dosłownie umrę, kiedy zostawię miłość mojego życia. Nie umarłam Nie wiem też jak u Ciebie, ale u mnie to nie chodziło tylko o seks. Ale również o brak czułości, dotyku, przytulania, chodzenia za rękę i tym podobnych. Nie potrafię sobie już wyobrazić związku bez tego. I na pewno nie będę akceptować braku tych elementów w moich następnych związkach. Partnera idealnego nie znajdę. To to nie znaczy, że mam zrezygnować z samej drogi I nie znaczy, że mam rezygnować ze swoich pragnień. To nie znaczy też, że mam się zgadzać na coś, czego nie chcę, bądź co nie spełnia moich warunków (bo późno, bo będę starą panną, bo zostanę sama, bo dzieci, bo ślub, bo już powinnam się "ustatkować" i mnóstwo innych tego typu bzdur).A że jestem otwartą bardzo osobą nie tylko w seksie, ale i w życiu, to niestraszne mi np. związki poliamoryczne czy otwarte Jestem świadoma tego, że żadna osoba nie da mi wszystkiego, czego bym pragnęła czy potrzebowała, bo to jest po prostu niemożliwe. Tak więc idę przed siebie Aha, kończąc... nie mówię, że Twój partner Cię zdradza. Może rzeczywiście ma dużo mniejsze potrzeby, takie zasady, albo po prostu jest aseksualny - też możliwe. Zastanów się tylko, co będzie za 10 lat. Ja poszłam do przodu - może bardzo nieporadnie, może wpadłam z deszczu pod rynnę, ale w ogólnym rozrachunku wygrałam siebie, wiedzę o sobie, swoich pragnieniach, potrzebach. I o swojej sile. Bo psychopaci nie wybierają na ofiary słabeuszek. Tylko silne kobiety brak seksu Rozpoczęte przez ~Facet 41 lt, 12 sty 2022 ~Facet46 Napisane 29 maja 2022 - 16:30 ~Ten13 napisał:Ciekawe te wasze spostrzeżenia, człowiek chyba chce przez własne problemy, poszukać odpowiedzi u innych, najłatwiej anonimowo, w necie, takie czasy... Z tego co słyszałem jak kobieta przestaje kochać to nie ma ochoty na sex. Jest wtedy milion wymówek i nie ważne co być zrobił i tak to nic nie da. Może czas na rozmowę i zapytać czy cię kocha albo czy ... nie ma kogoś innego , bo często odkochanie jest spowodowane poznaniem kogoś innego ;) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ten13 ~Ten13 Napisane 29 maja 2022 - 16:39 Nie ma - jak powiedziałem, temat dobrze sprawdzony, czuję do siebie obrzydzenie względem sprawdzania tak żony, ale przyszedł dzień w którym coś pękło i stwierdziłem, że po prostu muszę to ustalić :/ Co do miłości, żona powtarza mi o niej wielokrotnie, przyciśnięta do muru, kiedy widzi, że cierpię ryczy że mnie kocha i wtedy chce seksu, chce nie wiem rzucić się na mnie by mi udowodnić, że to przejściowe, że sobie poradzimy... tylko ja już nie chcę wymuszać seksu i rozmów o nim, robić dramatów, to nie o to chodzi chyba w małżeństwie !? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 29 maja 2022 - 17:32 ~Ten13 napisał:seks dalej nie... teraz wymówki powtarza naprzemiennie. Mi odechciało się już pytać, chodzę wkur.... na nią, na siebie, na świat, z optymisty staję się czasem po prostu zabitym psem. Co raz bardziej dostrzegam grę koleżanek i znajomych kobiet, wokół mnie, które jakby dzięki 6 zmysłowi, chcą spróbować mnie zainteresować, acz przyznam, nie bardzo rozumiem koncepcję zdrady... już bardziej rozwodu i zbudowania wszystkiego od zera, ! To zawsze zdążysz zrobić - jesteś młodym człowiekiem. Wydaje mi się, że Twoja żona osiadła na laurach i poczuła wygodę, komfort, a że nie wymagasz od niej, nie daje z siebie. Po prostu. Czas nadszedł byś postawił sprawę jasno - albo jest seks (jak ma być), albo szukasz rozwiązania problemu z Twoimi potrzebami. Tak zwyczajnie. Ona ma swoje potrzeby zaspokojone tak? To dlaczego Ty nie możesz mieć tegoż samego komfortu? Powiedz jej, że to, że ona mówi, że Ciebie kocha, to stanowczo za mało. Jak kocha, to MUSI być między Wami seks. Bez seksu kobieta mężczyźnie obojętnieje - taka jest przyroda i nie zmienią tego żadne tam zaklęcia. A znowu gadanie, że facet tylko o seksie myśli i o niczym więcej, jest tyleż durne, co krótkowzroczne i tendencyjne. Kobieta gdyby tak przez tydzień nie jadła, też będzie myśleć tylko o jedzeniu. Człowiek myśli o tym, czego najbardziej potrzebuje - tu permanentny brak seksu sprawia, że tego właśnie teraz najbardziej potrzebujesz. Po prostu albo wraca do zwyczajnego pożycia - seks tak często jak to jest potrzebne po bardziej potrzebującej stronie, albo... Niech szuka sobie faceta który nie potrzebuje, a Ty poszukasz sobie kobiety bardziej skłonnej do pożycia :-)... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ten13 ~Ten13 Napisane 29 maja 2022 - 17:59 Tak... tylko tu obie opcje są beznadziejne. Bo albo się rozstaniemy, będę gościem dla moich córek, kto wie z czasem 2 tatą... albo, albo się zgodzi i będzie to robić jak sprzątanie śmieci, z czego co chyba oczywiste radości mieć nie będę ani ja, ani ona :/ To jest jakiś popieprzony pat, z którego nie widzę po prostu wyjścia... nie wiem czego jeszcze można spróbować i po co sięgnąć, a słuchania, oj nie przesadzaj, zobaczysz będzie lepiej, stresuję się sytuacją koleżanki, wojną, covidem i uj wie czym jeszcze mam po prostu dosyć. Nie wiem, ok - zdrada i znalezienie relacji z kimś kto po prostu będzie ze mną sypiał to też jakaś porąbana akcja, czy to serial brazylijski !? Kocham ją i to cholernie, nie chcę jakiegoś dualizmu i chorych układów, tylko to typ uparty jak najbardziej to możliwe i cholernie wręcz pamiętliwy ... nie wiem czasem mówię sobie - nie chciałeś prostej kobiety, to wziąłeś sobie tą najbardziej skomplikowaną... ech pewnie to miejsce w którym Panie, żeby by coś ala: masz co chciałeś i jeszcze marudzisz, sam sobie jesteś winny itp. Nie wiem, jak zawsze wiedziałem to ostatnio tracę poniekąd wiarę w siebie w tych kwestiach :/ Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~czwórka ~czwórka Napisane 29 maja 2022 - 19:28 ~Ten13 napisał:Tak... tylko tu obie opcje są beznadziejne. Bo albo się rozstaniemy, będę gościem dla moich córek, kto wie z czasem 2 tatą... albo, albo się zgodzi i będzie to robić jak sprzątanie śmieci, z czego co chyba oczywiste radości mieć nie będę ani ja, ani ona :/ To jest jakiś popieprzony pat, z którego nie widzę po prostu wyjścia... nie wiem czego jeszcze można spróbować i po co sięgnąć, a słuchania, oj nie przesadzaj, zobaczysz będzie lepiej, stresuję się sytuacją koleżanki, wojną, covidem i uj wie czym jeszcze mam po prostu dosyć. Nie wiem, ok - zdrada i znalezienie relacji z kimś kto po prostu będzie ze mną sypiał to też jakaś porąbana akcja, czy to serial brazylijski !? Kocham ją i to cholernie, nie chcę jakiegoś dualizmu i chorych układów, tylko to typ uparty jak najbardziej to możliwe i cholernie wręcz pamiętliwy ... nie wiem czasem mówię sobie - nie chciałeś prostej kobiety, to wziąłeś sobie tą najbardziej skomplikowaną... ech pewnie to miejsce w którym Panie, żeby by coś ala: masz co chciałeś i jeszcze marudzisz, sam sobie jesteś winny itp. Nie wiem, jak zawsze wiedziałem to ostatnio tracę poniekąd wiarę w siebie w tych kwestiach :/ Dzień dobry;-) Proszę sobie wyobrazić, że jej brak ochoty na seks to choroba, tak jak alkoholizm. Czy będzie Pan wspierał jej picie czy raczej coś z tym zrobi? Teraz Pan jej ułatwia trwanie w swojej iluzji, dla niej nic się nie dzieje w jej życiu tak złego, żeby mieć motywację do zmiany, to co ona robi jest jeszcze w jej granicach bycia Ok. Proszę poczytać o współuzależnieniu: Pan tkwi w tej relacji pomimo, że doświadcza non stop poczucia krzywdy. Dlaczego Pan to robi? Po co? Proszę mi nie odpowiadać. Pozdrawiam i życzę żeby Pan przejrzał na oczy i zobaczył kim jest w tym związku. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ula ~Ula Napisane 29 maja 2022 - 21:30 Ten13 to się nie zmieni, chyba że na gorsze. Przeżywam to samo z mężem, kocham go bardzo i po czynach widać że on też, ale seks u nas jakbyśmy mieli 70 lat. Oni poprostu nie mają potrzeb seksualnych. Jest to naprawdę ciężki temat, bo co, mam rozwalić rodzinę bo mnie nie bzyka. Żyje nam się super, wszystko mamy, szanujemy się, wspieramy inni o tym mogą tylko pomarzyć tak ja i Ty o dobrym bzykaniu u innych. Ty starałeś się pomagać w domu, terapię itd, ja wydałam kupę kasy na bieliznę, koszulki, stałam przy garach żeby To się zdrowo odzywaialo i nic. W 21 wieku , 40 lat- stosujemy stosunek przerywany:-):-):-) bo przecież żeby się bzyknac 2 w roku nie będę się faszerować tabletkami a pan gumek nie lubi a i tak by się przeterminowaly:-) Pozdrawiam. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Facet46 ~Facet46 Napisane 29 maja 2022 - 22:20 ~Ten13 napisał:ukrywam, to nie było boom na starcie, nie było tryliona motyli itp. Nasz związek jednak dorastał, pojawił się pomysł na własne mieszkanie, pojawiły się dzieci. Czyli jak piszesz nie było NIGDY zakochania ani nawet zauroczenia. Był to związek z rozsądku , wygody i przyzwyczajenia. Nie było miłości i zapewne NIE MA .. Masz odpowiedź na swoje pytanie dlaczego nie ma sexu , bo nie ma miłosci i nigdy nie było. Aby pojawiała się miłość musi być zakochanie ... Później zakochanie przekształca sie na miłość .. Musi być pożądanie , uczucia i itd .. Zakochanie to coś pięknego , oczywiście pod warunkiem że druga strona też to odwzajemnia , bez tego nie ma żadnej szansy na trwały udany związek ... Osobiście uważam że nie ma ŻADNEJ szansy aby było lepiej , bo żona cie nie kocha i nigdy nie kochała i dlatego nie chce się z tobą kochać ... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Najgłupsze ~Najgłupsze Napisane 30 maja 2022 - 02:58 Seks seks seks ... ...do wyrzygu. Weźcie i przestańcie z tym współuzależnienidlem. Jak dzikie zwierzęta. Chcesz ruchać - ruchaj... Ale nie żal się jeden z drugim że Ci żona nie daje. Gdzie ten samiec alfa sie podział? Tylko jęczenie na necie zostało. Nie chcę żona seksu. Super. Masz czas na hobby albo na ruchanie innych samic. Nie ma co robić dramatu. Znajdź sobie kochankę jeden z drugim.. albo się rozwiedź jak tego bardzo potrzebujesz i tyle. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ten13 ~Ten13 Napisane 30 maja 2022 - 09:23 Współuzależnienie - ma to jakiś sens, tylko raczej obejmuje zaniechanie jak nadużywanie... Pewnie też polega na terapii, z którą żona jak pisałem ma mocno pod górkę :/ Żal czytać Ulo, gdzie faktycznie ta relacja jest odwrócona u Was, co nie wiem osobiście w odniesieniu do faceta nie mieści mi się w głowie jeszcze bardziej, niemniej dzięki i życzę tobie i sobie jakiegoś jak nie cudownego przełamania, to chociaż postępującej zmiany. Na koniec, do samców alfa, speców od miłości i prostych rozwiązań: - to jest wątek o tym, jeśli dziwicie się, że ktoś w tym wątku pisze o tym do czego został stworzony, cóż może po chwili dotrze do Was, że to również może budzić moje zdziwienie? - miłość między mną i żoną była i jest, to że zakochiwanie trwało parę miesięcy, po części wynika ze mnie i życia jakie prowadziłem przed nią, jak i wieku w którym nastoletnie wybuchy trochę już tonowały się w doświadczeniu. Było też pożądane, pragnienie i częsty sex, była zdrowa zazdrość i bliskość... swoją drogą, na ile otwarty i bezpośredni umiem być - nie wiem czy napisałbym komuś na necie po przeczytaniu paru linijek - stary wy się nigdy nie kochaliscie, chyba nie, chyba bałbym się, że właśnie pieprzę zbyt grubą warstwę demagogii... - co do kochanki i zdrady, nie wiem, acz zawsze warto odwracać sytuację - chcielibyście być zdradzani ? Ok doszliscie jakoś do tego wątku, przypadkiem, nie macie takich problemów, niemniej nadal, czy było by to fajne uczucie ?! Osobiście pierwszy raz w życiu mierzę się z brakiem seksu, ale to nadal sex aż i tylko... zdradzanie - nawet postawione w ramach założenia, że skoro czegoś nie otrzymuję, mam prawo to zaspokoić zewnętrzne - wywraca nie tylko sex, ale rodzinę... macie małe dzieci, siądzie na przeciwko nich kiedy się bawią i przeprowadzacie w głowie rozmowę z 7 letnią córką albo synem: tatuś odchodzi, bo poznał inną panią, która kocha tatusia i chce z nim być, mama kocha Was mocno tata też, ale mamusia po prostu, nie chciała być z tatą... śmiało! jeśli macie w głowie i sercu uczucia, które siedzą we mnie - głęboko, to mogę Wam zagwarantować, poryczycie się bez wypowiadania 1 słowa... Tu nie chodzi o bycie Alfą, może bardziej przydało by się bycie omegą... i to co piszę może mieć coś z spowiedzi, i też nie w kontekście religijnym, a zwykłego wyrzucenia pewnych rzeczy z siebie... za to dzięki. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~czwórka ~czwórka Napisane 30 maja 2022 - 09:37 ~Ten13 napisał:Współuzależnienie - ma to jakiś sens, tylko raczej obejmuje zaniechanie jak nadużywanie... Pewnie też polega na terapii, z którą żona jak pisałem ma mocno pod górkę :/ Żal czytać Ulo, gdzie faktycznie ta relacja jest odwrócona u Was, co nie wiem osobiście w odniesieniu do faceta nie mieści mi się w głowie jeszcze bardziej, niemniej dzięki i życzę tobie i sobie jakiegoś jak nie cudownego przełamania, to chociaż postępującej zmiany. Na koniec, do samców alfa, speców od miłości i prostych rozwiązań: - to jest wątek o tym, jeśli dziwicie się, że ktoś w tym wątku pisze o tym do czego został stworzony, cóż może po chwili dotrze do Was, że to również może budzić moje zdziwienie? - miłość między mną i żoną była i jest, to że zakochiwanie trwało parę miesięcy, po części wynika ze mnie i życia jakie prowadziłem przed nią, jak i wieku w którym nastoletnie wybuchy trochę już tonowały się w doświadczeniu. Było też pożądane, pragnienie i częsty sex, była zdrowa zazdrość i bliskość... swoją drogą, na ile otwarty i bezpośredni umiem być - nie wiem czy napisałbym komuś na necie po przeczytaniu paru linijek - stary wy się nigdy nie kochaliscie, chyba nie, chyba bałbym się, że właśnie pieprzę zbyt grubą warstwę demagogii... - co do kochanki i zdrady, nie wiem, acz zawsze warto odwracać sytuację - chcielibyście być zdradzani ? Ok doszliscie jakoś do tego wątku, przypadkiem, nie macie takich problemów, niemniej nadal, czy było by to fajne uczucie ?! Osobiście pierwszy raz w życiu mierzę się z brakiem seksu, ale to nadal sex aż i tylko... zdradzanie - nawet postawione w ramach założenia, że skoro czegoś nie otrzymuję, mam prawo to zaspokoić zewnętrzne - wywraca nie tylko sex, ale rodzinę... macie małe dzieci, siądzie na przeciwko nich kiedy się bawią i przeprowadzacie w głowie rozmowę z 7 letnią córką albo synem: tatuś odchodzi, bo poznał inną panią, która kocha tatusia i chce z nim być, mama kocha Was mocno tata też, ale mamusia po prostu, nie chciała być z tatą... śmiało! jeśli macie w głowie i sercu uczucia, które siedzą we mnie - głęboko, to mogę Wam zagwarantować, poryczycie się bez wypowiadania 1 słowa... Tu nie chodzi o bycie Alfą, może bardziej przydało by się bycie omegą... i to co piszę może mieć coś z spowiedzi, i też nie w kontekście religijnym, a zwykłego wyrzucenia pewnych rzeczy z siebie... za to dzięki. Ja się chyba popłaczę już z tej bezsilności:-( To nie żona ma iść na terapię a Pan. To nie żona ma problem z Panem a Pan z żoną. Żona ma to czego jej potrzeba. Nie ma motywacji do zmiany bo dlaczego miałaby coś zmieniać? Pewnie już przyzwyczaiła się do tej gry w kotka i myszkę. Może nawet ją lubi. Ech… Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~czwórka ~czwórka Napisane 30 maja 2022 - 10:49 A mam jeszcze jeden pomysł, może zaczniecie praktykować tantrę? Może zrób żonie niespodziankę i zabierz ją na warsztaty tantryczne dla par? Jak zorganizujesz wyjazd to chyba Ci nie ucieknie? Babeczki raczej lubią takie klimaty;-) Poza tematami cielesności i seksualności na takich warsztatach jest też sporo o prawidłowej komunikacji w związku i o zrozumieniu siebie i swoich potrzeb oraz potrzeb partnera. Coś trzeba robić na rzecz rozwiązania problemu, nie ma co się zatapiać w tej bezsilności. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~solasi ~solasi Napisane 30 maja 2022 - 11:55 ~Ten13 przyczyn braku sexu w związku może być wiele… u Ciebie wie to zasadniczo pewnie tylko Twoja żona, choć myślę, że i Ty to jednak możesz wiedzieć. Trudno tak doradzić przez internet, bo to zawsze kwestia indywidualna danej pary. W świetle Twoich zapisków, zastanowiłabym się nad poniższymi kwestiami. To tak do rozważenia w Twojej głowie, niekoniecznie na forum:-) Jeśli chodzi o Twoją osobę najbardziej zastanowiło mnie Twoje stwierdzenie: „Wtedy już się wściekłem, napisalem list do niej, zarządzałem terapii i powiedziałem, że jeśli się obwia manipulacji - to niech sama wybierze terapeutki: wybrała, poszliśmy 2x - uciekła. Wtedy dowiedziałem się że tak na prawdę chodzi o jej trudne wspomnienia i nie mogę jej nagabywać, bo się zamyka...” Czy żona ma prawo głosu w Waszym związku? Czy żona mogłaby pracować na cały etat, gdyby chciała, czy jednak to Twój głos zawsze jest decyzyjny? Czemu żona miałaby się obawiać manipulacji z Twojej strony? Czy są takie sytuacje, że manipulujesz żoną? Czemu żona uciekła z terapii? Co się konkretnie stało? Jakie trudne wspomnienia ma żona… znasz je? Czy trudne wspomnienia dotyczą żony… Ciebie… waszego związku? Czy jesteś osobą u której przytulanie zawsze musi kończyć się seksem? Czy jest między wami czułość, przytulanie, buziaki, masaże… jednym słowem takie zachowania związane z bliskością, ale nie kończące się sexem? Czy żona okazuje czułość, ciepło, głaskanie, kontakt fizyczny itp. dzieciom? Czy żona okazuje czułość, ciepło, głaskanie, kontakt fizyczny itp. Tobie? Jeśli chodzi o osobę żony to „gdybam” bardzo, bo seksualność kobiet jest uzależniona od wielu czynników. Wydaje się na pierwszy rzut oka, że brakuje u Was (u żony) pożądania. Nawet najlepiej wysprzątana łazienka i obiad z 5 dań pożądania u kobiety nie wzbudzą…. Ale go i nie utrudnią:-) Moim zdaniem sex u kobiet rodzi się w wyobraźni, w głowie. Czy żona o Tobie fantazjuje? Zapytaj ją o to? Jakie ma fantazje? Jak rozbudzisz jej wyobraźnię, to może rozbudzisz i ją. Czy żonie było z Tobą w sexie dobrze? wiesz to od niej, czy się domyślasz? Zapytaj ją o to. Żona ma jakiś powód, że nie chce się z Tobą kochać. Niewiele jest przypadków, które wymagają leczenia farmakologicznego. Większość to jednak szukanie błędów w codzienności, które pewnie popełniacie. Kiedyś żona lubiła się z Tobą kochać… Jaki wtedy byłeś? Co się zmieniło… nie w Waszym otoczeniu, tylko w Was? Czy teraz żona Ciebie lubi? Lubi z Tobą spędzać czas? Jednym słowem, czy nie chowa jakiejś urazy do Ciebie, która ją blokuje? Szkoda, że przerwaliście terapeuta był dobry, to mogło z tego wyjść dużo dobrego. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~solasi ~solasi Napisane 30 maja 2022 - 12:10 ~czwórka napisał: Ja się chyba popłaczę już z tej bezsilności:-( To nie żona ma iść na terapię a Pan. To nie żona ma problem z Panem a Pan z żoną. Żona ma to czego jej potrzeba. Nie ma motywacji do zmiany bo dlaczego miałaby coś zmieniać? Pewnie już przyzwyczaiła się do tej gry w kotka i myszkę. Może nawet ją lubi. Ech… Nie rycz mała nie rycz...:-) Czwóreczko, intuicyjnie chyba wiem, co chciałaś chłopakowi przekazać, ale ... Nie wiemy, czy żona ma to czego jej potrzeba? Jeśli zaś nie ma tego czego jej potrzeba, to i o potrzebach swoich nie potrafi rozmawiać. Wydaje mi się, że kochający się ludzie (a autor twierdzi, że się kochają) otwarci są na wzajemne zaspokajanie potrzeb seksualnych (które działają więziotwórczo:-)). Zwyczajnie raz na jakiś czas (częstotliwość jest sprawą indywidualną, najczęściej wypracowaną przez związek) mają ochotę na sex. Myślę, że żona mogłaby jednak coś zmieniać, bo przecież mąż jej wprost mówi lub sygnalizuje, że mu jest z tym brakiem bliskości źle. Mąż mówi jej o swoich potrzebach, a ona je ignoruje. Raz pewnie na jakiś czas przy kłótni odstawia ten dramat z płaczem i sexem. Może masz rację, że przyzwyczaiła się do tej gry. Może taka kłótnia daje jej adrenalinę i nieświadomie babka jest w jakiś sposób pobudzona. Myślę, że w tej relacji jakieś potrzeby nie są zaspokajane... a rozmowy o sexie zawsze są trudne, bo nikt nas nie nauczył rozmów na ten temat. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 30 maja 2022 - 15:31 @Ten13... Nie ma tu prostych i łatwych rozwiązań, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo... Z drugiej strony też nikt nie mówił, że musi być ciężko, trudno i 'pod górkę'... Ale może być zwyczajnie. Pewnie, że ona nie musi mieć ochoty na seks tyle razy co Ty. Nie musi też go inicjować i włazić na Ciebie trzy razy w tygodniu. Ale może po prostu nie unikać, nie odmawiać, nie wykręcać się. I tego powinieneś pilnować. Ty z siebie dajesz do związku co masz najlepsze, ona zapewne też coś tam wnosi. Nie zaspakaja jednak Twojej elementarnej potrzeby wynikającej z bycia w erotycznym związku - seksu. Nie nie... Nie wolno stawiać sprawy tak, że 'nie jesteśmy zwierzętami', bo trochę nimi jesteśmy. A że właśnie tylko trochę (nie całkiem), to mamy instytucję małżeństwa/związku damsko-męskiego o charakterze erotycznym. I taż instytucja daje możliwość zaspokojenia potrzeb określanych jako jedne z podstawowych fizjologicznych. Ona też sprawia, że na seks istnieje MONOPOL. Skoro tak, to odmowa w warunkach monopolu równa się ZDRADZIE !!! Jeden potrzebuje raz na miesiąc (albo wcale), inny cztery razy w tygodniu i ciągle mu mało. Po to kobieta wiązała się z mężczyzną, by ta sfera (tak u niej jak i u niego), była rozwiązana. Myślę sobie, że skoro ona nie jest w stanie wywiązywać się ze swoich ‚powinności’ związanych z byciem partnerką/żoną, to droga wolna - po prostu. Niech zwolni i Ciebie z monopolu na seks i będzie załatwione. Tak tak… Wiem. Gadanie, że dzieci, że kocham, że świętość i takie tam… Ale co ona robi z tą świętością? Zatem stawiasz sprawę jasno i wyraźnie - bez seksu związek umiera, ginie, wątleje, jest na równi pochyłej…, albo niech idzie sobie gdzie jej będzie lepiej - to Twoje warunki. Jakie ma ona? No to ją dopytaj… Nikt tego za Ciebie nie zrobi ;-). Potrzebuje chłopa? To go ma. Nie potrzebuje chłopa? Zawsze możecie się rozejść… Związała się z chłopem i dziwi się, że to jest chłop i zaruchać mu się czasem zachce ;-))) Dziwne nie? Ale jakże powszechne. Babom - co niektórym - to się w dupach już przewraca. Naprawdę. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ten13 ~Ten13 Napisane 30 maja 2022 - 19:00 Solasi - dzięki, myślę nad tym co napisałeś i to wychodzi poza kanon stwierdzeń, rzuć - zdradzaj - zmuś - walnij w stół aż nożyce zawisną na suficie... może to źle, może nadal przemawia przeze mnie nadzieja, acz chcę walczyć o nas i naszą rodzinę, wtedy przy jednej z naszych awantur, a te oczywiście nie są tylko kwestią sexu, niejako zobligowalem ją do terapii. Czy żona ma prawo głosu w domu, ma i to wielkie, właściwie spora część kłótni opiera się na jakimś durnym podziale i zliczaniu naszego zaangażowania w dom, dzieci, pracę finanse... nie wiem to chore - przynajmniej dla mnie, acz rozumiem też że w czasie kiedy ona bardziej zajmowała się domem i dziećmi ja mogłem się rozwinąć, zrobić karierę, zbudować nowe rzeczy, lecz nie zrobiłem tego dla drogich aut na podjeździe, czy nie przepiłem tego lub rozrzucilem na glupoty, wszystko co zdobyłem przeznaczyłem zgodnie zresztą z początkowym planem jaki lata temu uzgodniliśmy przy winie - na nas i naszą przyszłość. Nie wiem mam wrażenie czasem że wkurza ją mój sukces, jakby paranoicznie denerwowało ją to, że osiągnąłem każdy cel, szybciej, lepiej i skuteczniej, niż w optymistycznych założeniach... Może też przytłacza ją trochę ciągłość zmian, ale cholera to są dobre zmiany! z mieszkanka do apartamentu z apartamentu do domu... z starego auta w nowe, z liczenia do pierwszego do planowania zakupu mieszkań pod wynajem... kiedy się okazało że nie chce pomocy przy dzieciach z zewnątrz, sam skróciłem godziny pracy o połowę, dałem jej wybór z pracą i pomogłem ją znaleźć... czy mogła by już teraz pracować na pół etatu, tak i nie... tak, bo bym się zgodził, nie bo nie było by nas stać na życie... póki co jeszcze muszę, a nie mogę - pracować, ale i nad tym systematycznie pracuję by móc coraz bardziej i bardziej ograniczać moją aktywność i oddać jej przestrzeń na rozwój i karierę. Cholera jesteśmy jeszcze młodzi, dzieci podrastaja i szanse na jej karierę na prawdę są już na wyciągnięcie ręki. Teraz wkurza się że ja za dzień pracy zarabiam tyle co ona za miesiąc. Nie powie tego wprost, ale na zasadzie, że to nie jest ok że są takie różnice w płacach... powiedziałem ok, chcesz, mamy sporo ziemi do sprzedawania, zajmij się reklamą, pośrednictwem, ogarnij to i sprzedaj, będą zyski, będzie kasa dla rodziny, będziesz mogła nauczyć się jak prowadzić rozmowy w biznesie jak samemu z czasem zbudować co tylko zechcesz. Dałem jej kontakty do ludzi, materiały, wszystko... przez tydzień przychodziła do mnie z pytaniem o każdą pierdolę, spokojnie odpowiadałem, po tygodniu stwierdziła, że to nie dla niej - temat leży, sam muszę to robić po nocy... Kocha dzieci, jak i się na nie wscieka, ma w sobie duszę perfecjonistki z słomianym zapałem i jakimś dziwnym pesymizmem jak dla mnie zahaczajacym o depresyjność. Jest też bliskość, każda bliskość i między nami i dziećmi. Jej trudne wspomniana to kiepskie związki przede mną i rozbita rodzina właściwie od kiedy pamięta... czasem w gniewie umiem jej wyrzucić, że usilnie dąży do realizacji scenariusza gdzie ojciec był tym złym i go nie było... Terapia skończyła się ucieczką bo nie mam czego ukrywać, to że tu piszę, to też przejaw bezsilności, nie wiem już emocjonalnego ekshibicjonizmu?, może też po prostu zawsze lubiłem pisać? chciałem na niej mówić o tym wszystkim i póki mówiłem ja, Panie słuchały, wszystko było dobrze, gdy zaczęły pytać żonę, terapia się skończyła... :/ Najgorsze jest to że to nas powoli oddala, ona okopuje pozycje, a ja tracę siłę na walkę o burzenie tego muru... stać mnie na budowanie w ramach życia 2 scenariuszy: jej pogrążonej w jakimś iracjonalnym strachu - a umie bać się wszystkiego... od raty kredytu po wojnę, covid i diabeł wie co jeszcze... po miejsce dla mnie i dzieci - gdzie gdy matka ma gorszy dzień po prostu pakujemy tyłek w auto i jedziemy zwiedzać kolejne miasto albo kolejną atrakcję... zresztą już jeden kolega mnie opieprzył że za często wstawiam zdjęcia z wyjazdów z córkami i zona go strofuje, że to może z 3 a ty masz problem z 2. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Facet46 ~Facet46 Napisane 30 maja 2022 - 19:40 ~Ten13 napisał:właściwie spora część kłótni opiera się na jakimś durnym podziale i zliczaniu naszego zaangażowania w dom, dzieci, pracę finanse... nie wiem to chore - przynajmniej dla mnie, acz rozumiem też że w czasie kiedy ona bardziej zajmowała się domem i dziećmi ja mogłem się rozwinąć, zrobić karierę, zbudować nowe rzeczy, lecz nie zrobiłem tego dla drogich aut na podjeździe, czy nie przepiłem tego lub rozrzucilem na glupoty, wszystko co zdobyłem przeznaczyłem zgodnie zresztą z początkowym planem jaki lata temu uzgodniliśmy przy winie - na nas i naszą przyszłość. Nie wiem mam wrażenie czasem że wkurza ją mój sukces, jakby paranoicznie denerwowało ją to, że osiągnąłem każdy cel, szybciej, lepiej i skuteczniej, niż w optymistycznych założeniach... Może też przytłacza ją trochę ciągłość zmian, ale cholera to są dobre zmiany! z mieszkanka do apartamentu z apartamentu do domu... z starego auta w nowe, z liczenia do pierwszego do planowania zakupu mieszkań pod wynajem... . Ojj , coś mi to przypomina .. U mnie zaczynaliśmy od mieszkania (mojego , kupionego z okładanej kasy).. Później było marzenie o domu. Zarabiać nigdy nie zarabiałem super ale harowałem , kombinowałem i mieliśmy że brak kasy to dużo sam z szwagrem robiłem więc sporo czasu zmarnowałem. Efekt tak naprawdę "przepracowałem" dzieciństwo dzieci. Miałem mało czasu , bo chciałem zapewnic żonie i dzieciom jak najlepszą przyszłość. Później dom się znudziłi rozpocżeliśmy budowę nowego domu , jeszcze bardziej nowoczesnego , an dużo większej działce w cudownej okolicy. I po latach wiem że lepiej było zostać w mieszkaniu , poświecić się dzieciom i chrzanic "polepszanie życia". Przez to zapewne nasz związek zaczął podupadać , bo ja zapracowany , na dzieci miałem mało czasu. Teraz wiem że pieniądze szczęścia nie dają i dużo bym dał aby cofnąć się o 15 lat i być w tym co miałem wcześniej. Chrzanić dom , drugi dom , nowsze samochody , wyjazdy co roku za granicę i itd .. Ty być moze właśnie to samo robisz. Kasa , kasa , kasa , a czasu na miłość , dzieci , przytulanie i itd nie ma i powolutku z każdą zarobioną złotówką się oddalaliście. W wielu związkach właśnie bogacenie się rozwalało małżeństwa. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Ten13 ~Ten13 Napisane 30 maja 2022 - 20:14 ~Facet46 napisał:~Ten13 napisał:właściwie spora część kłótni opiera się na jakimś durnym podziale i zliczaniu naszego zaangażowania w dom, dzieci, pracę finanse... nie wiem to chore - przynajmniej dla mnie, acz rozumiem też że w czasie kiedy ona bardziej zajmowała się domem i dziećmi ja mogłem się rozwinąć, zrobić karierę, zbudować nowe rzeczy, lecz nie zrobiłem tego dla drogich aut na podjeździe, czy nie przepiłem tego lub rozrzucilem na glupoty, wszystko co zdobyłem przeznaczyłem zgodnie zresztą z początkowym planem jaki lata temu uzgodniliśmy przy winie - na nas i naszą przyszłość. Nie wiem mam wrażenie czasem że wkurza ją mój sukces, jakby paranoicznie denerwowało ją to, że osiągnąłem każdy cel, szybciej, lepiej i skuteczniej, niż w optymistycznych założeniach... Może też przytłacza ją trochę ciągłość zmian, ale cholera to są dobre zmiany! z mieszkanka do apartamentu z apartamentu do domu... z starego auta w nowe, z liczenia do pierwszego do planowania zakupu mieszkań pod wynajem... . Ojj , coś mi to przypomina .. U mnie zaczynaliśmy od mieszkania (mojego , kupionego z okładanej kasy).. Później było marzenie o domu. Zarabiać nigdy nie zarabiałem super ale harowałem , kombinowałem i mieliśmy że brak kasy to dużo sam z szwagrem robiłem więc sporo czasu zmarnowałem. Efekt tak naprawdę "przepracowałem" dzieciństwo dzieci. Miałem mało czasu , bo chciałem zapewnic żonie i dzieciom jak najlepszą przyszłość. Później dom się znudziłi rozpocżeliśmy budowę nowego domu , jeszcze bardziej nowoczesnego , an dużo większej działce w cudownej okolicy. I po latach wiem że lepiej było zostać w mieszkaniu , poświecić się dzieciom i chrzanic "polepszanie życia". Przez to zapewne nasz związek zaczął podupadać , bo ja zapracowany , na dzieci miałem mało czasu. Teraz wiem że pieniądze szczęścia nie dają i dużo bym dał aby cofnąć się o 15 lat i być w tym co miałem wcześniej. Chrzanić dom , drugi dom , nowsze samochody , wyjazdy co roku za granicę i itd .. Ty być moze właśnie to samo robisz. Kasa , kasa , kasa , a czasu na miłość , dzieci , przytulanie i itd nie ma i powolutku z każdą zarobioną złotówką się oddalaliście. W wielu związkach właśnie bogacenie się rozwalało małżeństwa. Totalnie nie :/ pracuję od 9 do 14, najczęściej to ja zawożę i odwożę dzieci z żłobka i pszeczkola, ja je myję nie raz karmię, bawię się z nimi i uczę jazdy na rowerze i poznawania przyrody wkoło nas. Odmówiłem wielu zleceń, odmówiłem kontraktu za oceanem choć proponowali nam złote góry, bo nie mam iracjonalnej potrzeby posiadania - powiem więcej, już teraz mamy więcej niż potrzebuję, a za pieniądze kupuję głównie czas... Tak jestem dumny bo to co wielu ciężko zrobić w 40 lat ja zrobiłem w 4 i to bez bajek o heroizmie i zarywaniu weekendów i nocy... trochę szczęścia, dużo myślenia, dobry czas, fajni i dobrzy ludzie obok nas. Serio sam się już na tym wyliczaniu łapię, ale moja żona ciągle dba o tą narrację by uwypuklić mi, że nie wiem w tym tygodniu, to ona nie ja 3x zawiozła dzieci do pszeczkola ... Jakby ostatnio bywa o tyle gorzej, że nie chcę by się kłóciły i wrzeszczały i dość często zeruje grafik i po prostu biorę wszystkie na wyjazd gdzieś w okolicę, tak by żona mogła ochłonąć i zająć się - jak mówi najstarsza córka - donsaniem ...ech Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~czwórka ~czwórka Napisane 30 maja 2022 - 20:38 ~solasi napisał: (…) Myślę, że żona mogłaby jednak coś zmieniać, bo przecież mąż jej wprost mówi lub sygnalizuje, że mu jest z tym brakiem bliskości źle (…) Ja też tak myślę, może jak we dwie będziemy intensywnie nad jego problemem myśleć to coś się na lepsze zmieni w jego życiu;-):) W ogóle nie wierzę w coś takiego, że ktoś się zmieni jak nie musi. Skoro tyle lat było w miarę Ok. to dlaczego ma taka żona się zmienić? I dlaczego akurat teraz? Można powiedzieć, że widziały gały co brały i w dupach się poprzewracało od tego dobrobytu;-):))) A miłość to oddanie się i służenie drugiej osobie a nie jakieś porno wygibasy w koronkach;-) Realnie to przecież my mamy tylko nad sobą władanie. Chociaż ludzie lubią myśleć, że panują nad związkiem, nad innymi ludźmi, że mają władzę. Jutro Ci człowiek mówi żegnaj i jest koniec małżeństwa i tyle masz z tego swojego panowania i władzy. Możesz co najwyżej zagrać, że już Ci nie zależy i w sumie to ona jest już stara i gruba znajdę se lepszą;-):) Ten13 (fajny ten nick, duże możliwości interpretacyjne) niech się zmieni i może w wyniku jego zmiany żona dojdzie do wniosku, że już tak nie może postępować jak kiedyś bo straci dobrego męża. Chciałabym żeby mi ktoś tak przynajmniej te 8 lat temu napisał;-) Tylko, że ja wtedy nie wiedziałam, że istnieją jakieś fora:-))) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Najgłupsze ~Najgłupsze Napisane 30 maja 2022 - 20:52 ~czwórka napisał: Ten13 (fajny ten nick, duże możliwości interpretacyjne) (...) :D :D :D Czwórka - Ty to jednak fajna laska jesteś ;P ;) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~solasi ~solasi Napisane 31 maja 2022 - 10:42 ~czwórka Nie wiem, czy dobrze Ciebie zrozumiałam. Masz rację, że wpływ mamy tylko na własną zmianę...i jak chcemy się zmieniać, to to robimy. Jednak, jak jesteśmy w związku, w dobrym związku, to nie realizujemy (spełniamy) tylko naszych potrzeb, ale i potrzeby naszego partnera. O tych potrzebach się rozmawia i szuka wspólnie rozwiązań, gdy coś jest problemem. Nie lubię jak partner mówi do drugiej strony "taki już jestem i się nie zmienię"... Kochające osoby często się dla siebie zmieniają, tylko są to zmiany niezauważalne/ jakby nieświadome, a przez to piękne. Oczywiście, jak ktoś nas zmusza, to żadnej zmiany nie będzie. Pewnie, że tu na forum nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie "dlaczego żona nie che się kochać ze swoim mężem", ale miło wymienić opinie i po prostu porozmawiać. Myślę, że nasza kobieca seksualność jest bardzo skomplikowana i to dobrze, gdy ktoś chce wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi:-). Ja sama szukam jeszcze wielu odpowiedzi:-) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry Miałem wrażenie, że moje miejsce w życiu partnerki zajęło dziecko. A ona wydawała mi tylko komendy: "wyrzuć pieluszki", "trzeba powiesić półkę". Po pół roku dziecko poszło do żłobka, partnerka wróciła do pracy. Pomagałem przy dziecku, pomagałem w domu. Seksu wciąż było mało Pewnego dnia postanowiłem zrobić eksperyment – przestałem inicjować seks, czekałem aż zrobi to partnerka. I tak mijały dni, tygodnie, aż w końcu miesiące... Zacząłem się przygotowywać do odejścia (...) Gdy powiedziałem partnerce, że odchodzę, nie mogła uwierzyć. Przecież wszystko było pięknie ułożone, a ja byłem takim dobrym ojcem W sądzie rozprawa dotyczyła tylko opieki nad dzieckiem. Chciałem sprawiedliwego podziału. Jeden tydzień u mnie, jeden u partnerki. Pani sędzia nie miała możliwości się nie zgodzić: świadkowie nie mogli zaprzeczyć, że jestem dobrym ojcem Po raz pierwszy skusiłem się na wyjeździe służbowym, w Berlinie. W internecie znalazłem strony z dziewczynami świadczącymi usługi prostytucji. Jest ich tam dużo, szczególnie z Ameryki Południowej. Umówiłem się na seks za pieniądze i było miło. Owszem, bez uczucia, ale może tak lepiej?! Ostatnią dziewczynę poznałem na ulicy. Sprzedawała latem owoce. Kupiłem od niej wiśnie (...) Spotykamy się pół roku. Kocham się z nią kochać. Mam teraz poukładany świat. Poświęcam się dziecku. Pracuję. Odnalazłem spokój ducha i znów potrafię się cieszyć pięknym seksem Mój przypadek jest chyba banalny – dwa lata z dziewczyną, wspólne zamieszkanie, dziecko. Problemy z seksem zaczęły się w ciąży. "Jest mi niedobrze", "trzeba uważać na dziecko" - słyszałem. Seksu było mało, ale rozumiałem ten szczególny okres i nie ponaglałem. Po porodzie pojawiły się nowe obowiązki,brak czasu, zmęczenie. Moje miejsce zajęło dziecko, a ja zostałem w związku tym trzecim. Partnerka zaczęła wydawać komendy: "wyrzuć pieluszki", "kup mleko", "trzeba powiesić półkę"... Po pół roku dziecko poszło do żłobka, a partnerka wróciła do pracy. Pomagałem przy dziecku, pomagałem w domu. Seksu było mało. Jakoś też nie odczuwałem, by ona była tak szczerze nim zainteresowana. Pewnego dnia postanowiłem zrobić eksperyment - a mianowicie przestałem inicjować seks, czekając aż któregoś dnia zrobi to partnerka. I tak mijały dni, tygodnie, aż w końcu i miesiące... Jej widocznie seks nie interesował. Słuchałem opowieści o "ckliwych piersiach podczas karmienia". Słuchałem jak musi "spuścić sobie mleko, by jej nabrzmiałe piersi przestały boleć". No ale jak mężczyzna ma nabrzmiałe (przepraszam) jądra, to nikogo to nie interesuje. Seksu nie było w ogóle - a ja go nie inicjowałem, bo partnerka nie miała ochoty. I tak sobie zdałem sprawę, że tak naprawdę kobiety chyba nie przepadają zbytnio za seksem. Nastoletnia dziewczyna nie chce współżyć z chłopakiem bo "jest za młoda". Potem nie chce współżyć bo "szuka męża, a nie zabawy". Potem nie chce współżyć, bo się boi, żeby kandydat na męża nie pomyślał o niej negatywnie. Potem jest seks, miły, przyjemny przez krótką chwilę. Potem znowu nie ma, bo pojawia się dziecko. A jak mężczyzna prosi, to słyszy "ty zboczeńcu". Mężczyzna jest potrzebny do noszenia ciężkich toreb z zakupami, ciężkich walizek na wakacjach, naprawienia różnych rzeczy w domu. Gdyby kobiety lubiły seks, to na świecie nie byłoby prostytucji. Gdyby kobiety lubiły seks, to same by go inicjowały, lub przynajmniej byłyby skłonne do flirtu , ale ten najczęściej ucinają. Owszem, kobiety lubią usłyszeć miłe słowo od kolegi z pracy, ale gdy ten kolega poprosi o coś konkretnego to następuję bardzo konkretna odmowa. Kobieta lubi być adorowana, ale niczego w zamian dać już nie chce. Zacząłem się przygotowywać do odejścia... Wiem jakie jest "równouprawnienie" w sądach, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem. Zapisałem dziecko na różne zajęcia i je opłacałem. Gdy spotykaliśmy się ze znajomymi, prosiłem ich by robili nam (mi i dziecku) zdjęcia. Odbierałem dziecko z przedszkola (zresztą wcześniej też zawsze to robiłem). Kupowałem zabawki edukacyjne, książeczki. Któregoś dnia powiedziałem partnerce, że odchodzę. Nie mogła uwierzyć. Przecież wszystko było pięknie ułożone. A ja byłem takim dobrym ojcem. W sądzie rozprawa dotyczyła tylko opieki nad dzieckiem. Chciałem sprawiedliwego podziału. Jeden tydzień u mnie, jeden u partnerki. Pani sędzia nie miała możliwości się nie zgodzić: świadkowie nie mogli zaprzeczyć, że jestem dobrym ojcem. Do tego miałem twarde dowody w postaci rachunków za opłacanie przedszkola, za zabawki, odzież, za wakacje (bo to ja płaciłem). Partnerka nagle zdała sobie sprawę, że odchodzi od niej nienajgorszy facet. Próbowała mnie zatrzymać. Pojawiła się dobrze mi znana kobieca taktyka - uwodzenie mężczyzny urodą. Ale ja byłem już niewzruszony. Odszedłem, zostawiłem ją. Ciąg dalszy tekstu pod infografiką Seks i kobiety Kobiety często proszą mnie o różnego rodzaju pomoc. Denerwuje mnie, kiedy jakaś koleżanka nie odzywa się miesiąc, a potem dzwoni i w drugim zdaniu mówi, że skoro mam samochód, to może bym jej pomógł coś przewieźć. Albo koleżanka w pracy prosi o przesunięcie jej biurka, bo to ja jestem mężczyzną. Teraz na zimno odpowiadam, że przecież jesteśmy sobie równi, jest równouprawnienie. Po raz pierwszy skusiłem się, gdy byłem na wyjeździe służbowym w Berlinie. Tak jakoś w internecie znalazłem strony z dziewczynami świadczącymi usługi prostytucji. Jest tam dużo takich dziewczyn, szczególnie z Ameryki Południowej, Wenezueli, Kolumbii czy Argentyny. Umówiłem się na seks za pieniądze i było miło. Poczułem znowu co znaczy fajny seks. Owszem bez uczucia, ale może tak jest lepiej?! Do Berlina jeździłem służbowy kilka razy i za każdym razem spotykałem się z jakąś prostytutką. I zawsze było bardzo fajnie. Nie było "bólu głowy", nie było kobiecej dezaprobaty, nie było pretensji o "niewyrzucone śmieci", "niewymienione żarówki", niezatankowany bak". Były tylko spotkania na sam seks. Odzyskałem radość z seksu. Znalazłem sobie partnerkę na seks przez internet (tu w Polsce). Dziewczynę, która zgodziła się na taki układ, by rozwiązać swoje problemy finansowe. Pierwszy raz spotkaliśmy się na seks w hotelu. Została na całą noc. Było miło. Bez zobowiązań. Potem znowu umówiliśmy się na całą noc w hotelu. A potem przyjeżdżała do mnie dwa razy w tygodniu. W tygodniu na szybkie spotkanie, w weekend na całą noc. Spotykaliśmy się na zwykły seks (...) Chyba go ze mną lubiła, czułem, że było jej przyjemnie. Po jakimś czasie mnie zostawiła, bo poznała chłopaka. Ale ja w ten sam sposób znalazłem kolejną kobietę. Tych dziewczyn przez te dobrych już parę lat było kilka. Niektóre z nich mają konta na Facebooku czy Instagramie. Widzę co teraz robią. Wrzucają do sieci zdjęcia pokazujące, jakie ich życie jest piękne, jakie śliczne mają bobaski. Ich partnerzy/mężowie cieszą się, i nie wiedza, że te same dziewczyny uprawiały seks za pieniądze dosłownie rok czy dwa lata temu. Ostatnią dziewczynę poznałem na ulicy. Sprzedawała latem owoce. Kupiłem od niej wiśnie. Była naprawdę w moim typie. Wróciłem do samochodu, wtedy coś mnie tknęło. Przejechałem samochodem obok niej, zauważyła mnie. Zaparkowałem. Wróciłem. Dała mi swój numer telefonu. Potem trochę rozmów na Whatsapp'ie. Zgodziła się. Spotykamy się pół roku. Przychodzi do mnie, gdy nie mam opieki nad dzieckiem. Płacę jej miesięcznie. W bezpieczne dni, kocham się z nią, przygniatam ją mną, a później zasypiam w niej. Bardzo ją lubię. Mam nadzieję, że ona mnie też. Seks chyba jej się podoba (...) Na wiosnę planuję ją zabrać na wakacje. Cieszę się, że ją poznałem - jest najfajniejsza z tych wszystkich dziewczyn. Ale wszystkie z nich były sympatyczne. Mam teraz ciszę i spokój. Mam piękny seks. Z piękną dziewczyną. Jest drobna, ma piękne szczupłe nogi, śliczne włosy i oczy. I usta. Drobne piersi. Jest inteligenta, zainteresowana różnymi tematami. Pyta mnie o wiele spraw. Jest też cudowna w łóżku. Kocham się z nią kochać. Gdy wracam myślami do byłej partnerki, do jej sposobu bycia "wynieś śmieci", "zrób zakupy", tak bardzo się cieszę, że zdobyłem się na odwagę i że teraz jestem wolnym mężczyzną, który odnalazł spokój ducha, i który znowu potrafi się cieszyć pięknym seksem. Taka to moja opowieść. Zgadzam się, że dwie strony muszą się starać i iść na kompromisy. Ja poszedłem na kompromis. Ale seksu z partnerką po zajściu w ciążę było bardzo mało albo w ogóle. Po urodzinach dziecka tym bardziej. Byłem wyrozumiały. Czekałem. Ale jej po prostu było wygodniej tego seksu nie mieć. Nie lubię retoryki typu "kobieta nie chce seksu, więc to wina faceta, który się nie stara". Czekałem, ale jednego dnia powiedziałem dosyć i odszedłem od partnerki. Być może ucierpiało na tym dziecko, ale ten model który mam, czyli dziecko na tydzień u każdego z rodzica jest dobry, bo również ojciec widuje się z dzieckiem w normalne dni, pomaga w codziennym życiu, odrabia lekcje, kładzie spać, przygotowuje śniadania – a nie wizyty kilkugodzinne w weekend, żeby zabrać je do "pizzerii". Wiem, że byłej partnerce jest teraz gorzej. Musiała zmienić mieszkanie na mniejsze. Nie ma samochodu, więc nie może teraz zrobić większych zakupów czy zabrać dziecka gdzieś. Nie ma faceta w domu, który jej pomoże np. zmontować mebel. Ale mnie to nie interesuje. Miała fajnego faceta - ale przez swoje podejście go straciła. I jeszcze mam w pamięci jej słowa, w których porównywała mnie do mężów jej koleżanek, którzy mają większe samochody czy większe mieszkania. Niech mają, niech pracują. Ja dawałem co mogłem, ale mam wrażenie że kobietom zawsze niestety mało. Ciąg dalszy tekstu pod infografiką 12 mitów na temat seksu Mam teraz poukładany świat, i spokój ducha. Poświęcam się dziecku. Pracuję. Mam liczne zainteresowania. I jako mężczyzna czuję się odprężony mając te piękne chwile, kiedy kocham się fizycznie z kobietą. Nie chciałbym wracać za żadne skarby do partnerki, bo znowu byłby brak seksu, i narzekania na "niewyrzucone śmieci" czy inne bzdury. Chcesz podzielić się swoją historią? Napisz: @ Korzyści zdrowotne z uprawiania seksu Każda z nas chce być kochana i rozumiana. Bywa, że przez to pragnienie nie widzimy, iż tkwimy w związku, który nie ma sensu. Nawet jeśli jesteś zakochana po uszy i nie widzisz świata bez mężczyzny, do którego wzdychasz, zapoznaj się z sygnałami świadczącymi o tym, że nic z tego nie będzie. 10 sygnałów, że jesteś w związku bez przyszłości: 1. Jednostronne zaangażowanie Romantyczna randka, wspólny weekendowy wyjazd, wieczorny spacer po parku… To wszystko twoja zasługa? Jeśli tylko ty organizujesz wam wolny czas i dbasz o to, abyście spędzili go w jak najbardziej atrakcyjny sposób, jest to sygnał, że ten facet nie ma nic wspólnego z wymarzonym księciem z bajki. A na pewno nie jest z twojej bajki. Chęć stwarzania pozytywnych, niezwykłych sytuacji, które będziecie wspominać przez lata to coś, co przejawia mężczyzna, któremu na tobie zależy. Nie daj się zwieść wymówkom o braku pieniędzy czy czasu. Zakochany facet zrobi wszystko, by sprawić ci przyjemność. Wasze randki nie muszą pochłaniać ogromnej sumy pieniędzy. Czasem chodzi o to, żeby ze sobą pobyć. Pamiętaj. Chcieć, to móc, a jeśli on się nie angażuje, to najwyraźniej nie chce. Związek to gra zespołowa, która wymaga zaangażowania obu stron. 2. Brak planu na przyszłość Twój mężczyzna żyje dniem, chwilą? Nie myśli o tym, co będzie za miesiąc, rok? Chyba nie trzeba ci mówić, że to nie jest facet dla ciebie? O ile marzycielstwo i fantazja mogą być pociągające, o tyle brak jakichkolwiek planów świadczy o niedojrzałości i lekkomyślności, a także często – o braku ambicji. Jeśli chcesz mieć pełne wrażeń życie, oczekuj planu, jak te wrażenia zdobyć. Może się zdarzyć też tak, że twój mężczyzna ma plan, ale jest na tyle niejasny, że bardzo często ulega modyfikacjom. Wiedz o tym, że jego niezdecydowanie przysporzy ci sporo emocji oraz... siwych włosów. Jeśli jednak z jego strony są jasne i wyraźne plany, ale nie ma w nich ciebie, definitywnie - pożegnaj się z gościem. 3. Złe relacje i konflikty z innymi ludźmi Między wami układa się wspaniale, ale… twój mężczyzna ma złe relacje z rodzicami, nie ma prawdziwych przyjaciół, źle traktuje dzieci, nie potrafi opiekować się zwierzętami? Jeśli masz ochotę, przyjrzyj się bliżej tym sprawom. Z reguły jednak takie sygnały nie wróżą zbyt dobrze waszemu związkowi. Złe traktowanie rodziców to sygnał, że twój partner nie radzi sobie z przeciwnościami losu i kiedy przyjdzie kryzys, może potraktować cię podobnie. Brak szacunku, nieodpowiadanie na potrzeby, unikanie odpowiedzialności – czy na pewno tego od niego oczekujesz? A co z jego przyjaciółmi? Przyjrzyj się dobrze temu, jak twój ukochany spędza czas z kolegami, o czym rozmawiają, jak się wobec siebie zachowują. To również ważne, czy w przypadku kryzysu w waszym związku ma kogoś, do kogo może się zwrócić o wsparcie. Sprawa dzieci. Jeśli planujesz je mieć w przyszłości, zastanów się głęboko, jakim będzie ojcem. Jeśli nie lubi spędzać czasu w ich towarzystwie i unika odpowiedzialności, bierz nogi za pas! 4. Ty jako plan „B” Mężczyzna, który myśli o tobie w kategoriach „lepszy rydz niż nic”, nie jest wart twojej uwagi. Nie pozwól, aby traktował cię jako plan „B”. Jeśli on zawsze ma coś lepszego do roboty, niż spędzanie czasu z tobą, jeśli będąc na imprezie dzwoni do ciebie, żebyś przyszła, nie zapraszając cię wcześniej na nią, zastanów się głęboko czy chcesz w to brnąć. Bycie w związku, w którym jesteś „wyjściem awaryjnym” nie wróży nic dobrego. Zafunduje ci za to stan zawieszenia i niepotrzebnego oczekiwania na rozwój sytuacji, który się nie wydarzy. 5. Więcej słów niż czynów Kocha, wspiera, możesz na niego liczyć… Bateria twojego telefonu nie wytrzymuje tego natłoku informacji i zbyt szybko się wyczerpuje? I bardzo dobrze, bo nie powinnaś faszerować się słowami, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Pamiętaj, jeśli facet pisze do ciebie o miłości, a w momencie, gdy go potrzebujesz, zapada się pod ziemię, nie będziesz miała z nim łatwego życia. Lepiej zrezygnuj od razu i poczekaj na kogoś, komu na tobie naprawdę zależy. 6. Brak ambicji Twój mężczyzna bardzo by chciał zrobić coś ze swoim życiem, ale wszystko sprzymierzyło się przeciwko niemu? Nie ma pracy, nie może się realizować? Oczywiście, możesz mu współczuć, ale zastanów się, czy nie powinnaś współczuć sama sobie. Czy brak pracy to na pewno przypadek? A może on wcale nie chce jej mieć? Czy wszystkie przeciwności losu nie wynikają może z apatii, braku ambicji... lenistwa? Przemyśl to i jeżeli ten stan się pogłębia, zrezygnuj z takiego związku dla swojego dobra. Mężczyzna, który robi z siebie ofiarę, nie ma pracy, nie potrafi jej znaleźć ani utrzymać, nie będzie dla ciebie wsparciem w żadnej sytuacji życiowej, ponieważ brak dyscypliny i ambicji nie prowadzą do niczego dobrego. Przynajmniej nie dla ciebie. 7. Więcej bierze niż daje Zapłaciłaś za obiad w restauracji, do której cię zaprosił, bo on akurat zapomniał portfela? W porządku, jeśli miało to miejsce raz, a dodatkowo możesz liczyć na zwrot pieniędzy. Jeśli mężczyźnie zdarza się to kilkakrotnie, wiedz, że to nie przypadek. Prawdopodobnie znalazłaś sobie utrzymanka. Tu nie chodzi o pieniądze (nie bądź podatna na takie tłumaczenia), ale o honor. Jeśli mu na tobie zależy, nie pozwoli, żebyś poczuła się niekomfortowo. Co więcej, będzie chciał dać ci to, co najlepsze. Zadba też o każdy szczegół waszych randek. 8. Nie ma ochoty na zbliżenia Brak gry wstępnej, unikanie zbliżeń. Nie ma faceta, który zrezygnowałby z seksu z kobietą, którą kocha. Jeśli twój partner jednak tak się zachowuje, macie problem. Nie pociągasz go, a to już chyba wiarygodny dowód, że pod żadnym pozorem nie powinnaś angażować się w taki związek. Inaczej - patologia gwarantowana. 9. Jest rozchwiany emocjonalnie Rozchwianie emocjonalne przypisywane jest najczęściej kobietom. Ale, jak się okazuje, panowie również mają problemy z określeniem, czego naprawdę chcą. Popadają ze skrajności w skrajność. Raz ubóstwiają nas i chwalą pod niebiosa, innym razem nie odzywają się przez kilka dni, bo potrzebują czasu. Pamiętaj, że pewny swoich uczuć mężczyzna nie pozwoli ci czekać, bo będzie się bał, że tak wspaniała kobieta jak ty zniknie mu sprzed nosa. Będzie pewny, że chce właśnie ciebie i nie wycofa się z wcześniej złożonych obietnic. 10. Problem z wyrażaniem uczuć Problemy z wyrażaniem uczuć świadczą często o niedojrzałości emocjonalnej. Jeśli mężczyzna nie potrafi powiedzieć, co czuje, nie będzie z nim łatwo. Każdy konflikt miedzy wami może urosnąć do rangi opowieści „Z archiwum X” – czyli niewyjaśnionej zagadki. Co więcej, problem z mówieniem o tym, co się czuje, często wiąże się z niemożliwością interpretacji uczuć innych osób. Za każdym razem, kiedy się kłócicie, twój partner wybiega z domu trzaskając drzwiami? Z pewnością jest to sygnał, że nie macie ze sobą już o czym rozmawiać. To też może cię zainteresować:5 prostych rad, jak przetrwać kłótnię z partneremCzego lepiej nie mówić facetowi?

brak seksualności w związku forum